- Z niczego. - odparłem ironicznie widząc lekko zaskoczoną dziewczynę.
Uniosłem kącik ust do góry w ironicznym uśmiechu i spojrzałem na lisa po
czym wstałem i bez słowa odszedłem w stronę akademika - Kurama! Do
nogi! - krzyknąłem odwracając się w stronę zwierzaka, który nadal łypał
na dziewczynę nieprzyjaznym wzrokiem - Kurama! - powtórzyłem i tym razem
Kyuu posłuchał mnie jednak niechętnie spuścił wzrok z dziewczyny i
podszedł do mnie jednocześnie zrównując swoje kroki z moimi. Raz po raz
spoglądałem na mojego rudzielca upewniając się aby czy na pewno mu nic
nie odwaliło i nie postanowił kogoś pogonić. W sumie to by było zabawne.
Ten wyraz totalnego przerażenia wymalowanego na twarzy osoby wiejącej
przed Kuramą oraz chęć "zabawy" z owym osobnikiem przez mojego liska.
Wróciliśmy do mojego pokoju, ja zabrałem się za pakowanie plecaka a Kyuu
walnął się plackiem na moje łóżko, aż zatrzeszczało - Uważaj klocu!
Chcesz je zniszczyć?! - krzyknąłem rzucając w niego jego ulubioną
zabawką a mianowicie moim starym, przeżutym kapciem. Westchnąłem cicho i
wyszedłem z pokoju idąc na lekcje.
***
Każda lekcja mijała mi tak jak każda poprzednia, czyli dłużyła się
niemiłosiernie a do tego była nudna przez co przespałem... W końcu
obudził mnie dzwonek obwieszczający koniec mojej "ukochanej" lekcji
chemii. Taaa, chemia ssie i zdania nie zmienię. Wychodząc z klasy
wpadłem na jakąś dziewczynę.
- To ty? - warknąłem kiedy zorientowałem się, że to ta sama osoba, którą
wcześniej spotkałem podczas dzisiejszego spacery i którą Kurama chyba
miał ochotę zjeść.
<Sakamae?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz